Od 1 kwietnia zapłacimy więcej za wywóz odpadów – rozliczać się będziemy nie od gospodarstwa domowego jak dotychczas, ale od m3 zużytej wody. Nowa stawka wyniesie 12,73 zł za m3 i dla wielu rodzin oznacza sporą podwyżkę.
 
W przestrzeni naszego miasta pojawiła się ostatnio miejska kampania informacyjna, która próbuje przybliżyć warszawiakom i warszawiankom powody drastycznych podwyżek opłat za wywóz odpadów.
Główny argument urzędników to ogromne koszty całego systemu wywozu i utylizacji odpadów w naszym mieście – aż 1,2 mld zł rocznie, które zgodnie z obowiązującymi przepisami muszą zostać pokryte w całości z wpłat mieszkańców (pisaliśmy o tym tu).

Kampania zamiast działania

Dziwi nas, że Miasto Stołeczne Warszawa w obliczu niezadowolenia wielu osób z powodu drastycznych podwyżek wydaje pieniądze na promocyjną kampanię, w której próbuje się tłumaczyć i wzrostem cen obwinić przepisy rządowe, zamiast podjąć realne działania na rzecz poprawy sytuacji śmieciowej w naszym mieście i lepszej edukacji mieszkańców i mieszkanek w zakresie tego, jak ograniczać liczbę wyrzucanych przez nich odpadów.
 
To prawda, że polityka śmieciowa całego naszego państwa wymaga pilnych zmian (choćby wprowadzenia w końcu systemu kaucyjnego i rozszerzonej odpowiedzialności producentów, dzięki której koszt utylizacji opakowań wprowadzanych przez nich na rynek w większym stopniu będzie obciążał właśnie producentów, a nie konsumentów tak jak teraz), ale nie możemy przymykać oka na to, że dotychczasowa polityka śmieciowa władz Warszawy w zakresie spraw, które są zależne od miasta, a nie od rządu, jest nieskuteczna.

Grzechy warszawskiej polityki śmieciowej:

👉 firmy odbierające odpady nie ponoszą praktycznie żadnych konsekwencji za niewywiązywanie się ze swoich obowiązków: w 2019 roku operator obsługujący Pragę zapłacił tylko 4 kary umowne na łączną kwotę 12 976,19 zł za zaniedbania na terenie naszej dzielnicy (jedna z nich dotyczyła zarówno Pragi-Północ, jak i Pragi-Południe) mimo np. notorycznych opóźnień w odbiorze gabarytów. Z kolei do 18 września 2020 r. nie naliczono mu żadnych kar umownych;
 
👉 zgłoszenia do Miejskiego Centrum Kontaktu Warszawa 19115 z reklamacjami w kategorii “Śmieci” trafiają prosto do… operatorów, a nie do nadzorującego ich Biura Gospodarki Odpadami. W efekcie mieszkańcy dostają nieustannie te same niezgodne z prawdą odpowiedzi wyglądające na automatyczne (“śmieci odebrano”, “miejsce odbioru odpadów niedostępne”);
 
👉 wciąż brakuje wytycznych dotyczących altan śmietnikowych, dzięki którym nowo powstające śmietniki byłyby odpowiednio duże, funkcjonalne i estetyczne;
 
👉 w Warszawie – mimo jej ogromnej powierzchni – są tylko dwa Punkty Selektywnej Zbiórki Odpadów (PSZOK-i), które są odpowiedzialne za zbiórkę odpadów kłopotliwych. Mobilne Punkty Selektywnej Zbiórki Odpadów (MPSZOK-i), czyli auta odbierające od mieszkańców śmieci bezpośrednio w dzielnicach bez konieczności zawożenia ich do PSZOK-u, nie spełniają swojej funkcji, bo zatrzymują się tylko w kilku centralnych punktach w każdej dzielnicy, zamiast regularnie objeżdżać poszczególne osiedla, by ułatwiać oddawanie odpadów np. osobom niezmotoryzowanym;
 
👉 nadal brakuje działań na rzecz ograniczania ilości odpadów wyrzucanych przez warszawiaków i warszawianki takich jak na przykład sieć dzielnicowych kawiarenek naprawczych czy podzielni, które ułatwiłyby mieszkańcom nadawanie przedmiotom drugiego życia.
 

Więcej działania, mniej billboardów!

 
Jak widzicie, Miasto Stołeczne Warszawa ma dużą przestrzeń do poprawy, a do zmian przyczynić mogą się też mniejsze działania, nie tylko ogłaszane z pompą inwestycje takie jak nowa spalarnia odpadów, nawiasem mówiąc, przez część działaczy i działaczek ekologicznych oceniana bardzo krytycznie. Liczymy na to, że Biuro Gospodarki Odpadami i nadzorujący je wiceprezydent Michał Olszewski nie poprzestaną na spektakularnych wielomilionowych inwestycjach, PR-owych kampaniach na billboardach i obwinianiu rządu, ale zaczną też w końcu szukać rozwiązań dostępnych tu i teraz, by poprawić sytuację śmieciową w naszym mieście.